Słowo i Obraz. Refleksje graniczne (blog)

Tę rozmowę powinienem właściwie zacząć od pytania raczej podstawowego. Inspiracją do niego jest artykuł, opublikowany jakiś czas temu w Dwutygodniku przez Iwonę Kurz. Pisze ona w tekście Auschwitz jako przedmiot aspiracji tak:

Pycha każąca Holo-snobowi podążać za elitarną fascynacją i narcystycznie zachwycać się sobą jako podmiotem prawdziwego przeżycia, ma także odmianę łatwą, w której do narcyzmu dochodzi jeszcze intelektualne lenistwo. Najwięcej przykładów w tej dziedzinie dostarczają sztuki wizualne.

Grupa The Krasnals radykalnie dystansuje się od sztuki mówiącej o Zagładzie:

zdecydowanie sprzeciwiamy się nieetycznemu i powierzchownemu wykorzystywaniu owego tematu przez artystów, stosujemy również nazwę tego zjawiska – Holocaustomania.

Jak Pani – jako autorka bloga, w którym rozmaite przedstawienia Zagłady są analizowane w narracji jednak dystansującej nas od bezpośredniego doświadczenia – odnosi się do takich opinii?

Agata Jankowska: Trudno jest mi powiedzieć, jakimi motywami kierują się artyści wizualni, dla których inspiracją jest Auschwitz i doświadczenie traumy. Jednak zarzucanie im snobizmu i nieetycznego podejścia do tematu jest nie do końca sprawiedliwe. Pamiętam jak w jednej rozmowie Zbigniew Libera wyznał, że został porażony Zagładą i to wyznanie wydało mi się bardzo prawdziwe.

Musimy zdać sobie sprawę, że wszelkiego rodzaju przedstawienie: wizualne czy literackie jest tylko i wyłącznie opisem doświadczenia ich autora. Nie ma takiego przekazu, źródła, śladu minionej rzeczywistości, która wyjaśni nam czy też przybliży nas do traumy, jakiej doświadczyli ocaleni z Zagłady. Nie jesteśmy w stanie nawet poznać całego obrazu tamtej rzeczywistości, tamtych wydarzeń, bo taki obraz przeszłości nie istnieje, pozostały jedynie jego skrawki w postaci wspomnień, fotografii, sztuki obozowej, przedmiotów itp. To jednak nie zwalnia nas, współczesnych z obowiązku pamiętania i przekazywania tej pamięci, a z biegiem lat formy jej przekazywania z oczywistych przyczyn będą odbiegały od konwencjonalnych relacji. Sztuka krytyczna jest tutaj doskonałym przykładem, bo burzy nasze dotychczasowe myślenie o Zagładzie i kondycji człowieka. Równie ważne są literackie próby oddania doświadczenia post-traumy,bo wkrótce tylko o nich będziemy mówić w kontekście holocaust studies – wbrew temu, co mówią obrońcy dogmatu o niewyrażalnościnieprzedstawialności Holokaustu.

Jestem zdania, że w przypadku doświadczenia nie-ludzkiego nie możemy już ufać tylko i wyłącznie historykom.

No jeśli chodzi o historyków to w takich przypadkach moim zdaniem są oni idealnie bezradni, szczególnie jeśli trzymają się sztywno pozytywistycznego modelu badań i opisu, zakładającego idealistycznie pełną obiektywność i beznamiętność opisu. W takim przypadku wspomnienie w książce czy artykule milionów ofiar czy – odwrotnie – opis mordu na konkretnym człowieku zostanie przygotowany w tonie sprawozdania sądowego, bez cienia emocji. To zdecydowanie ułatwia lekturę, ale za jaką cenę?

Chciałbym problem przedstawienia Zagłady i absorpcji tych obrazów przenieść trochę ze sztuki (która, jakby nie patrzeć, ma jednak wymiar mniej lub bardziej elitarny) na sferę popkultury i mediów. Jakie najważniejsze zagrożenia widzi Pani w tej sferze?

Problem przekazu historycznego nie polega tylko i wyłącznie na beznamiętności opisu.

Nie wierzę także w obiektywizm historyków, każda ich praca bowiem – co można łatwo udowodnić – zawiera pewną aksjologię, system wartości, który dany historyk wyznaje. Historia jest więc w dużym stopniu subiektywna i naładowana ideologią. Również historiografia holokaustu podlegała zmieniającym się tendencjom obowiązującej polityki historycznej. Niebezpieczeństwo tkwi w nieustannie podtrzymywanej martyrologiczno-heroicznej wizji holokaustu (jak i całej historii Polski), ponieważ wiara w te wizję odrzuca wszelką krytykę tego modelu zbiorowej pamięci.

Z kolei popkultura i media neutralizują, a niekiedy nawet trywializują holokaust. Nie mam zaufania do tego typu obrazów, których jedyną rolą jest wywołanie w publiczności/widzach efemerycznych, gwałtownych emocji bliższych tandecie niż autentycznemu przeżyciu. Osobiście sprzeciwiam się bezzasadnemu publikowaniu obrazów cierpienia.

Bez względu na to, czy oglądamy film dokumentalny, czy fabularny musimy mieć świadomość, że to tylko rozrywka i że tego typu próby przedstawiania traumy nie wnoszą nic nowego do naszego myślenia o Zagładzie. Zdarzają się oczywiście wyjątki, takie jak: Noc i mgła Alain Resnais czy Shoah Claude’a Lanzmanna, jednak nie są to obrazy, które trafiają do szerszej świadomości.

Bękarty Wojny Tarantino?

To skrajny przykład trywializacji. Wcześniej w amerykańskim kinie mieliśmy do czynienia z kiczem przy okazji filmów takich jak Lista Schindlera czy serial Holokaust, który charakteryzowało epatowanie emocjami i żałobą oraz wyraźny podział na sprawców i ofiary, dobrych i złych. Natomiast twórcy Bękartów opierają się dodatkowo na jakimś chorym przeświadczeniu, że ocalonemu-ofierze hitlerowskich prześladowań potrzebna jest zemsta. Potrzebna do czego, po co? I to wszystko jeszcze okraszone jest nieopanowaną brutalnością. Nie wiem, czy Tarantino powinien zajmować się tematem tak poważnym, jak holokaust.

Trudno jednak przecież ograniczyć recepcję Zagłady jedynie do granic galerii sztuki i artystycznych albo dokumentalnych filmów. To nieporównywalnie mniejszy zasięg w porównaniu z zasięgiem, jaki generuje popkultura odwołująca się do holokaustu. Może nawet w Bękartach jest jakaś prosta forma autoterapii?

I właśnie to, że popkultura, która przekazuje taką wizję Zagłady posiada tak duży zasięg jest dla mnie niepokojące. Czy Bękarty są jakąś formą autoterapii, tego nie wiem. To znaczy ja czegoś takiego w tym filmie nie widzę. Jeżeli miałabym wskazać taki produkt popkultury, który w sposób stosowny i etyczny podejmuje temat Holokaustu, to jest nim Maus Arta Spiegelmana.

Od 2011 roku prowadzi Pani bloga Słowo i Obraz. Refleksje graniczne. Jaką rolę on pełni? Jest bieżącym wsparciem badań, formą promocji tematu? Z jakimi reakcjami na publikowane na blogu treści spotkała się Pani?

Blog ma pełnić dwie funkcje. Z jednej strony ma promować interesujące mnie problemy badawcze, w tym przede wszystkim zagadnienie reprezentacji holokaustu w literaturze i sztukach wizualnych. Z drugiej jest on po prostu miejscem, w którym mogę publikować swoje teksty: eseje, recenzje itp. Spotykam się z pozytywnym odbiorem. Pomimo wielu moich wątpliwości na początku, Refleksje graniczne z czasem zyskały wielu wiernych czytelników. Blog otrzymał także specjalne wyróżnienie w konkursie na Literacki Blog Roku 2011, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, ponieważ nie publikuje tak regularnie, jak inni blogerzy.

Internet jest dziś ważną przestrzenią, w której spotykamy się z historią, korzystając z opublikowanych online źródeł, fotografii czy uczestnicząc w dyskusjach o przeszłości. Na koniec zapytam jakie główne problemy i wyzwania widzi Pani w obecności przedstawień Zagłady w Sieci?

Najważniejszym zadaniem, jakie stawiają sobie autorzy stron poruszających tematy Zagłady jest edukowanie. W większości są to strony instytucji, takich jak Yad Vashem czy Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Dzięki temu, że internet ma globalny zasięg, możliwe jest realizowanie i prowadzenie wielu naukowych (ale nie tylko) projektów, dostęp do źródeł a także odzyskiwanie i przywracanie pamięci o ofiarach. Właściwie sieć jest w tej chwili jedynym medium, które jest w stanie dostarczyć wiedzy w danym zakresie – jeżeli oczywiście ktoś takiej wiedzy szuka i wie, z jakich informacji warto zrobić użytek, a z których nie. Ogromna ilość przekazywanych treści jest w gruncie rzeczy niemerytoryczna, bezwartościowa albo po prostu głupia.

Agata Jankowska – absolwentka historii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Rijksuniversiteit Groningen. Interesuje się teorią historii oraz reprezentacją holokaustu w literaturze i sztukach wizualnych. Autorka bloga Słowo i Obraz. Refleksje graniczne. Publikowała m.in. w „Pograniczach”.

Na zdjęciu Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, fot. Andrea & Stefan, CC-BY.