Co polskie uczelnie robią na Facebooku?

Wiele polskich uniwersytetów prowadzi swoje oficjalne facebookowe profile. W 2012 roku Emanuel Kulczycki przygotował raport, w którym starał się ilościowo opisać aktywność 59 publicznych uczelni akademickich, zarządzających kontami w mediach społecznościowych (na Facebooku, Twitterze i YouTube). Myślę, że warto byłoby to badanie powtórzyć, próbując tym razem opisać, w jaki sposób to robią i dlaczego robią to źle.

Subskrybuję na Facebooku kilkanaście polskich uczelni i odbierając proponowane przez nich treści zastanawiam się, czy taka aktywność uniwersytetów ma sens. Profile te prowadzone są głównie siłami wewnętrznych działów promocji – skoro uczelnia już inwestuje czas swoich pracowników do rozwijania komunikacji w tej przestrzeni, warto byłoby, żeby takie działania posiadały jakąś racjonalną strategię. A tej chyba nie ma, albo jest obliczona na pozyskanie za pomocą pustej komunikacji jak największej liczby odbiorców, często ze szkodą dla wizerunku uczelni. Dlatego subskrybowanie facebookowych profili polskich uczelni to niestety fundowanie sobie dodatkowych, nic nie znaczących treści, kolejnych w całej masie komunikatów, jakie atakują nas w ciągu dnia.

Subskrybowanie facebookowego profilu uczelni wciąż nie pozwala lepiej poznać tego, co dzieje się w jej murach. Głupie i nic nie znaczące treści, licytowanie się na liczbę fanów – to nie jest styl komunikacji właściwy dla uniwersytetu. Dlaczego dla kogokolwiek poza pracownikami promocji miałoby mieć znaczenie to, że uczelnia ma już 100 czy 1000 fanów?

Narzeka się powszechnie na niedostatek działań promujących naukę, a tymczasem uczelnie prowadząc swoje facebookowe profile kompletnie nie zauważają prowadzonych we własnych jednostkach badań i publikacji. To duży problem, tym bardziej że informacje te – podane w czytelnej formie w jednym miejscu – trudno też znaleźć na tradycyjnej stronie WWW uniwersytetu. Chętnie zasubskrybowałbym profil uczelni, gdyby od czasu do czasu pojawiały się tam informacje o nowych książkach i projektach badawczych. Nie mówię już o udostępnianych bezpłatnie fragmentach najnowszych publikacji czy nagraniach z wykładów i wystąpień.

Facebookowy profil uczelni to też nie wirtualny dziekanat. Nie wszyscy subskrybujący są studentami, nie wszystkich obchodzą informacje o odwołanych zajęciach. Może dobrym pomysłem byłoby organizowanie kilku tematycznych profili, wśród których jeden byłby najbardziej merytoryczny i który informowałby o tym, co pod względem naukowym dzieje się na uczelni.